poniedziałek, 2 marca 2015
Kingsajz dla każdego
Dzisiejsza odsłona naszego bloga będzie dosyć przygnębiająca.
Ostatnio odwiedziliśmy zabytkową willa łódzkiego przemysłowca Edwarda Hentschela przy ulicy Wólczanskiej 17. Fabryka jego znajdowała się na tej samej ulicy pod nr 12. Hentschel zajmował się w niej produkcją kocy, chustek, flaneli.
Przed wybuchem II wojny światowej w willi miało swoją siedzibę Międzynarodowe Towarzystwo Transportów i Żeglugi. Dziś obiekt bardzo zaniedbany, szary, pusty z oknami zabitymi płytami. Willa utraciła również swoje lewe skrzydło zamykające jej bryłę. Rozebrano jest w latach 90 XX wieku z powodu złego stanu technicznego. Willa zanim obróciła się w ruinę "zagrała" w znanym filmie Juliusza Machulskiego "Kingsajz". Na parterze mieścił się filmowy Instytut Badań Czwartorzędu, a w piwnicy była Szuflandia. Rezydencję w całej okazałości możemy oglądać w scenie, w której Ala (Katarzyna Figura) i Olo (Jacek Chmielnik) ruszają na pomoc Adasiowi (Grzegorzowi Heromińskiemu).
Niesistniejące skrzydło willi.
Jacek Chmielnik i Katarzyna Figura
Poprzednimi właścicielami willi byli Drogowcy z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Łodzi. Przygotowali projekt odbudowy, ale nie zdołali go zrealizować. Niedawno willę chciała kupić spółka ŁSI (Łódzka Spółka Infrastrukturalna), ale zablokowali to łódzcy radni argumentując, że ta spółka powinna się zająć rozdbudową sieci wodociągowo-kanalizacyjną, a nie remontem zabytków.
Jak to wygląda obecnie?
Tralki kiedyś zdobiące klatkę schodową leżą między gruzami.
Prawe skrzydło budynku zawalone wskutek pożaru.
W detalach wrażliwe oko odnajdzie dawne piękno.
Trudno to opisać słowami. Prawa strona budynku jest cała zawalona na skutek pożaru. Klatka schodowa jest cała, ale elementy dawnego wystroju poodpadały. Patrząc na tak zdewastowane wnętrza trudno w słowach cenzuralnych określić osoby, które przyczyniły się do takiego stanu rzeczy. Na szczęście budynek ma być wyremontowany, bo jeszcze trochę i nie będzie czego ratować.
Więcej zdjęć już jutro na naszej FB-kowej stronie. Zapraszamy.
poniedziałek, 16 lutego 2015
Pałac Steinertów
Pałac Karola i Emila Steinertów przy ulicy Piotrkowskiej 272 w Łodzi został wybudowany w latach 1909 - 11 według projektu berlińskiego architekta Alfreda Blacke w tzw. "deutsche renaissance stil", który był uważany za niemiecki styl narodowy. Steinertowie przybyli do Łodzi w 1829 roku. Należeli do jednego z najstarszych rodów fabrykanckich Łodzi. Już w 1829 roku Karol Gottlob Steinert z synem Karolem Gottliebem juniorem, przybyli z Chemnitz w Saksonii, a w latach 30-tych XIX wieku uruchomili swój zakład na posesji przy ul. Piotrkowskiej, blisko ul. św. Emilii (obecnie ul. Tymienieckiego), na terenach fabrycznych. Tutaj, w 1839 roku stanął parterowy obszerny, typowy dla pierwszego etapu uprzemysłowienia Łodzi dom, w którym było mieszkanie i warsztaty (rozebrany w końcu lat 60-tych XX wieku). W kilka lat później powstał mniejszy dom warsztatowy - typowy dla kolejnego okresu, parterowy budynek nakryty dwuspadowym dachem naczółkowym (obecnie stojący pod numerem 274). Później, w latach 50-tych XIX wieku, w głębi posesji wybudowany przez Adolfa Konrada Steinerta większy budynek fabryczny otwierał nowy okres w rozwoju firmy.
Steinertowie budowali swoją fortunę powoli, z niejakim mozołem, przez cztery pokolenia.Dowodem rosnącej zamożności rodziny był pałacyk o eleganckiej renesansowej formie wybudowany kilkadziesiąt metrów obok, w 1891 roku. Kopia projektu tego pałacu ma podpis architekta miejskiego Franciszka Chełmińskiego.

Pałac Steinertów. Lata wojenne.
Pałac i tereny dawnej fabryki Steinertów
Widok z wysoka.
Ciekawa jest historia fasady budynku. Pałac był przewidziany na dwie rodziny. Słyszałem kiedyś nie wiem na ile jest to potwierdzone, że bracia Steinert się pokłócili i stąd bierze się to, że wykusze z Piotrkowskiej 272a i b różnią się wykończeniem. Działki przedziela też mur jak za czasów Kargula i Pawlaka :), który de facto ledwo zipie i niedługo runie.
Pałac pomyślany został jako podwójna rezydencja, składająca się z dwóch niezależnych części, zaprojektowanych w sposób zbliżony do siebie, ale nie identycznych, znacznie różnią się elewacje ogrodowe, a od strony ogrodu rozdziela je mur. Zbudowany w latach 1909-1911 pałac przeznaczony był dla dwóch rodzin. Stąd bierze się jego symetryczna fasada i dwie bramy, na których osi ulokowano dekoracyjny kartusz z sentencją SALUS INTRANDIBUS.
Budynek posiada wiele "smaczków'" architektonicznych, autorem którym był niemiecki projektant Alfred J. Balcke, który wyraźnie inspirował się niemieckim renesansem.
Nie brakuje też elementów nawiązujących do fachu właścicieli pałacu czyli figura prządki otoczona motywem industrialnym koła zębatego.
Do niedawna w budynku mieszkali lokatorzy i mieścił się Regionalny Ośrodek Badania i Dokumentacji Zabytków.
Obecnie lokatorzy się wynieśli i budynek czeka na remont. Ma on nastąpić najwcześniej w 2017 roku. Problemem jest przyszłe przeznaczenie budynku, które jest ważne dlatego, że remont pochłonie niebagatelną kwotę 30-40 mln złotych. Tak to dużo, ale o takie perełki trzeba dbać, a za zaniedbanie trzeba podziękować poprzednim zarządcom budynku.
Parę zdjęć z obecnego stanu.
Więcej zdjęć z tego wspaniałego miejsca zagości jutro na naszej stronie na FB.
Zdjęcia archiwalne pochodzą z strony Fotopolska.eu
sobota, 18 października 2014
"Mury, które widziały za dużo" - Smutna historia szpitala na Bałutach
Witajcie po długiej przerwie.
Trochę zaniedbaliśmy pisanie na naszym blogu. Najwyższy czas to zmienić, a
temat jest bardzo ciekawy i jednocześnie smutny.
Mieszkańcy Bałut, do których
zaliczam się także ja, od lat zastanawiają się, co się dzieje z dawnym szpitalem
im Heleny Wolff mieszczącym się przy ulicy Łagiewnickiej 36. Z tym miejscem
zawsze wiązał mnie sentyment, ponieważ w nim przyszedłem na świat. Jeszcze w
1981 roku, kiedy wydałem pierwszy głos na tym świecie mieścił się tam szpital
położniczy. Niecałe 2 miesiące temu całkiem przypadkowo poznałem jego obecnych
właścicieli i dostaliśmy zgodę na sfotografowanie tego miejsca i usłyszenia
smutnej historii jak doprowadzono go do obecnego stanu. Ale zacznijmy od
początku.
Budynek szpitala na tle starych bałuckich zabudowań.
Budynek szpitala został wybudowany
w latach 1927-30 ze składek społecznych Łódzkiej Kasy Chorych, o czym wciąż
informuje wyryty napis na fasadzie. Szpital wybudowany jest w stylu
modernistycznym. W tamtych czasach był to jeden z ciekawszych budynków w tym
rejonie Łodzi. W holu głównym szpitala znajdował się napis „Nic nad zdrowie,
ani lepszego, ani droższego”, fragment fraszki Jana Kochanowskiego. Rok 1934
przynosi zmiany - Kasa Chorych zmienia się na Ubezpieczalnię Społeczną, a
Poradnię włączono do miejskiej sieci ubezpieczenia zdrowotnego. W roku 1937 dobudowano skrzydło, gdzie
mieścił się oddział ginekologiczno-położniczy na 150 łóżek. W roku 1938
otrzymał miano szpitala klinicznego i był oddziałem Szpitala im. Mościckiego.
Archiwalne zdjęcia z wnętrz szpitala.
W 1939 roku do Łodzi wkraczają
hitlerowscy okupanci. Szpital pełni rolę lazaretu dla wojsk niemieckich i
jeńców wojennych.
W od lutego 1940 szpital znajduje
się na terenie Littzmanstadt Getto i został nazwany Szpitalem nr 1. Oczywiście
pacjentami byli od tej chwili wyłącznie żydzi.
Mieszkał tu również
Przewodniczący Starszeństwa Żydów - Chaim Mordechaj Rumkowski. Jego mieszkanie
mieściło się w lewym skrzydle. Stąd poprzez tzw. Centralny Sekretariat kierował
całą organizacją wewnętrzną życia publicznego i gospodarczego w gettcie.
Siedzibę tu również miał Wydział
Zdrowia. Wydziałem kierowali kolejno Dawid Helman, Leon Szynkier i Wiktor
Moller. 15 września 1942 roku szpital zlikwidowano. Chorych zamordowano lub
wywieziono do obozu w Chełmie nad Nerem.
Po likwidacji szpitala w jego budynku zorganizowano zakład krawiecki szyjący
mundury dla wermachtu, pracami tymi kierowała Dora Fuchs.
W roku 1944 Littzmanstadt Getto
zlikwidowano. Całą ludność żydowską przetransportowano na stację Radegast na
Marysinie, a stamtąd przewieziono do obozów w Chełmnie i Oświęcimiu. Ostatnim
transportem, odjechał Chaim Mordechaj Rumkowski wraz z rodziną.
W gmachu szpitala pozostawiono
około 600 osób, tzw. komando do czyszczenia obozu. Potem zostali oni wywiezieni
na roboty do Niemiec. Budynki w getcie były burzone jeden po drugim, jako
siedliska zła i wszelakich chorób.
Budynek szpitala z pożogi
wojennej ocalał w całości. Po wyzwoleniu miasta służył, jako lazaret dla
rannych żołnierzy. Po wyleczeniu wszystkich rannych żołnierzy szpital wraz z
wyposażeniem przekazano miastu. W latach 70 poradnię rozbudowano. Dobudowano
kolejne skrzydło, w którym znalazły się sale operacyjne oraz budynki pomocnicze
na zapleczu, takie jak kuchnia, pralnia, kotłownia, magazyny, prosektorium oraz
portiernia od ul Ceglanej. Poradnię przemianowano na Szpital Kliniczny i nadano
mu imię Heleny Wolf - działaczki ruchu oporu w stopniu majora szefa służby
sanitarnej i lekarza I brygady Armii Ludowej. W związku z wartościami historyczno-architektonicznymi
cały kompleks został wpisany do rejestru zabytków Województwa Łódzkiego - stało
się to 20 stycznia 1971 roku.
Okazało się, że dalsza rozbudowa i
modernizacja placówki na szpital rejonowy okazała się nieopłacalna, a ponadto
miastu zabrakło funduszy. w 1985 roku szpital miał przejść remont jednak
okazało się, że to koniec medycznej funkcji tego budynku. Upadły szpital kupuje
spółka „Prywatne szpitale Korvita SA.” z siedzibą w Kozichgłowach koło
Poznania Był to początek końca.
Główna klatka schodowa.
Nowy właściciel nie zrobił jednak
nic. Co gorsza, budynki stały nieużytkowane i niezabezpieczone. Miejsce zostało
rozgrabione z wszystkiego, co miało jakąkolwiek wartość. Kable, drzwi, okna
rury instalacyjne, a nawet elementy dachu -wszystko padło łupem złomiarzy. Dzieci
z okolic urządzały sobie tu zabawy.
Drzwi frontowe zostały przekazane przez władze Łodzi w 1990 roku do
Muzeum Holocaustu w Nowym Jorku.
Dach w tym miejscu nie istnieje. Złomiarze kradli nawet legary dachowe.
Następnie nieruchomość przejmuje syndyk.
W 2004 Spółka „Przedsiębiorstwo Handlu Zagranicznego MJS” kupuje budynek za 750
tys zł. Zabezpiecza go i planuje budowę hotelu z pasażem usługowo- handlowym i
parkingiem.
Odnowiony fresk z fragmentem fraszki Jana Kochanowskiego
"Nic nad zdrowie, ani lepszego, ani droższego"
Problemy jednak nie opuszczają tych zabytkowych murów. Pierwszy
problem z własnością dwóch małych działek sąsiadujących ze szpitalem został
rozwiązany przez zamianę tych terenów o wielkości 175 mkw na działkę o
wielkości 660 mkw z samorządem gminnym. W 2010 w końcu firma FORSS dostaje pozwolenia na remont. Problem polega
na tym, że wjazd od ulicy Ceglanej uniemożliwia funkcjonowanie rynku handlowego,
z którym miasto ma podpisaną umowę, a wjazd na dziedziniec biegnie przez działkę nieruchomości należącej
do Zakładu Opieki Zdrowotnej Łódź - Bałuty. Spór wciąż trwa.
Zarośnięty i zaśmiecony dziedziniec. Po lewej widać sporny wjazd.
Nie zamierzamy, jako grupa
zajmująca się zdjęciami stawać po żadnej ze stron sporu. Jeżeli sprawa nie ma
drugiego dna i rozchodzi się tylko o urzędnicze decyzje i kwestię dojazdu maszyn
budowlanych czy ciężarówek to cała sytuacja prowadząca do zrujnowania
zabytkowego, mającego arcyciekawą, a jednocześnie smutną przeszłość, jest
kolejną łódzką kpiną z naszej historii. Jeżeli jednak wygląda to inaczej i ktoś
zna inną wersję prosimy o podzielenie się tym.
W tym wpisie miało znaleźć się
oświadczenie właścicielki jak sprawa wyglądała z strony prawnej i jak
przebiegał spór z władzami miasta niestety nie znajdzie on się.
Mimo potwierdzeń wysłania tekstu jak dotąd nic nie
dostaliśmy. Szkoda.
Dość mroczne, ale chyba trafne podsumowanie historii szpitala, którego mury widziały za wiele cierpienia, bólu i śmierci.
Jutro na naszym fanpage`u znajdziecie więcej aktualnych zdjęć z tego miejsca.
Zdjęcia użyte w opracowaniu pochodzą z stron: Fotopolska.eu, yadvashem.org oraz zdjęcia własne grupy Urban Explorers Łódź
poniedziałek, 13 stycznia 2014
Wstydliwy temat dworca Łódź Kaliska
Witamy po dłuższej przerwie. Mieliśmy trochę zajęć, były Święta, Sylwester i nie było czasu usiąść nad jakąs ciekawą historią.
Przyznam się Wam, że uwielbiam z pozoru bezcelowe spacery po Łodzi, bez większych planów po prostu gdzie nogi poniosą. Pewnego jesiennego popołudnia poniosły mnie w okolice dworca Łódź Kaliska, wobec którego nie da się przejść obojętnie z racji kontrowersji, które mu towarzyszą.
Na początek krótko i zwięźle o historii.
Początki planów budowy dworca sięgają roku 1862, wtedy to na terenach będących pod zaborem pruskim ukonstytuował się Komitet Budowy Kolei Żelaznych z Wrocławia do Warszawy, który wystąpił do władz cesarskich o zezwolenie na budowę linii kolejowej. Planowana linia miała biec po trasie Wrocław–Łódź – do połączenia z linią warszawsko-wiedeńską. Problemy jednak już od początku nie omijały tego dworca i przez 30 lat projekt nie zyskał aprobaty cara, do którego wtedy należało ostatnie słowo. W końcu decyzja zapadła i powstał na terenach lasu miejskiego (obecnie tereny Parku na Zdrowiu i Parku Poniatowskiego).
Nowy dworzec wraz z budynkiem zaprojektowanym przez architekta Czesława Domaniewskiego wybudowano w latach 1900-02. Główny secesyjny budynek dworca był uważany za jeden z najpiękniejszych budynków użytkowych Łodzi. Pociągi wjeżdżające na stację zatrzymywały się na specjalnie wybudowanym wiadukcie, z ulokowanych po obu stronach budynku zadaszonych peronów, których dachy oparto na zdobionych, żeliwnych podporach można było dostać się bezpośrednio do dworcowego holu.. Przed jego wejściem, do którego prowadziły szerokie, nadające mu monumentalny charakter schody, znajdował się obszerny brukowany plac, na którym na podróżnych czekały dorożki i omnibusy, a latach późniejszych pętle na tym placu miały tramwaje.
Przyjazd do dworca jest pokazany w filmie z 1937 pt "Skłamałam". W poniższym linku ok 4:20 można zobaczyć tą scenę.
http://www.youtube.com/watch?v=pp7hGXoFIsQ
Przenieśmy się trochę w czasie.
Stary budynek dworca służył do lat 80. XX wieku, ponieważ nigdy nie trafił na listę zabytków, w 1982 roku został wyburzony. W 1994 na miejscu starego budynku zakończono budowę nowego, którego bryła ma nawiązywać do starego secesyjnego dworca. Tu proponuje minutę ciszy, ponieważ każdy kto miał okazję jechać z tego dworca lub przejeżdżał koło niego wie jak szkaradnie prezentuje się obecny budynek.
Znów nawiązując do tematyki filmowej, kto nie zna kultowego tekstu z filmu "Ajlawju" w którym główny bohater grany przez Cezarego Pazury wpada w poślizg przed wejściem do dworca wymawiając słowa "Łódź K****!" Cytowało go już wielu moich znajomych spoza Łodzi kiedy mieli okazję zawitać do naszego miasta.
Budowę ukończono w 1994. Niestety nie całą. Zachodni wiadukt prowadzący do peronów 1,2 i 3 został ukończony. Niestety wschodni miał mnie szczęścia.
Podczas dalszego spaceru można zauważyć doprowadzone tory na których nie pojechał dotychczas żaden pociąg, zniszczone sygnalizatory i inne elementy infrastruktury. Klimat przygnębiający i typowo łódzki ponieważ jak sami wiecie u nas często zapał kończy się na planach.
W 2013 pojawiła się szansa. Marszałek województwa łódzkiego Witold Stępień ogłosił listę 13 priorytetowych inwestycji kolejowych dla regionu. Nieskończony wiadukt zajął szczytne 3 miejsce na pudle, wyceniono koszt na 30 mln zł, a planowany koniec inwestycji na 2014 rok. Niestety do dziś nic się tam nie dzieje. Tory zarastają, a dodatkowe wyjazdy z dworca w perspektywie rozbudowy infrastruktury w Łodzi i okolicach pewnie by się przydały. Już nie mówiąc o bezpośrednim przejściu z budynku dworca na dworzec PKS, które ułatwiło by komunikację pasażerom, a obecnie jest zastawione i służy jako płot do załatwiania potrzeb fizjologicznych.
Czy dla tego miejsca zaświeci jeszcze światło?
Przyznam się Wam, że uwielbiam z pozoru bezcelowe spacery po Łodzi, bez większych planów po prostu gdzie nogi poniosą. Pewnego jesiennego popołudnia poniosły mnie w okolice dworca Łódź Kaliska, wobec którego nie da się przejść obojętnie z racji kontrowersji, które mu towarzyszą.
Na początek krótko i zwięźle o historii.
Początki planów budowy dworca sięgają roku 1862, wtedy to na terenach będących pod zaborem pruskim ukonstytuował się Komitet Budowy Kolei Żelaznych z Wrocławia do Warszawy, który wystąpił do władz cesarskich o zezwolenie na budowę linii kolejowej. Planowana linia miała biec po trasie Wrocław–Łódź – do połączenia z linią warszawsko-wiedeńską. Problemy jednak już od początku nie omijały tego dworca i przez 30 lat projekt nie zyskał aprobaty cara, do którego wtedy należało ostatnie słowo. W końcu decyzja zapadła i powstał na terenach lasu miejskiego (obecnie tereny Parku na Zdrowiu i Parku Poniatowskiego).
Nowy dworzec wraz z budynkiem zaprojektowanym przez architekta Czesława Domaniewskiego wybudowano w latach 1900-02. Główny secesyjny budynek dworca był uważany za jeden z najpiękniejszych budynków użytkowych Łodzi. Pociągi wjeżdżające na stację zatrzymywały się na specjalnie wybudowanym wiadukcie, z ulokowanych po obu stronach budynku zadaszonych peronów, których dachy oparto na zdobionych, żeliwnych podporach można było dostać się bezpośrednio do dworcowego holu.. Przed jego wejściem, do którego prowadziły szerokie, nadające mu monumentalny charakter schody, znajdował się obszerny brukowany plac, na którym na podróżnych czekały dorożki i omnibusy, a latach późniejszych pętle na tym placu miały tramwaje.
Przyjazd do dworca jest pokazany w filmie z 1937 pt "Skłamałam". W poniższym linku ok 4:20 można zobaczyć tą scenę.
http://www.youtube.com/watch?v=pp7hGXoFIsQ
Przenieśmy się trochę w czasie.
Stary budynek dworca służył do lat 80. XX wieku, ponieważ nigdy nie trafił na listę zabytków, w 1982 roku został wyburzony. W 1994 na miejscu starego budynku zakończono budowę nowego, którego bryła ma nawiązywać do starego secesyjnego dworca. Tu proponuje minutę ciszy, ponieważ każdy kto miał okazję jechać z tego dworca lub przejeżdżał koło niego wie jak szkaradnie prezentuje się obecny budynek.
Znów nawiązując do tematyki filmowej, kto nie zna kultowego tekstu z filmu "Ajlawju" w którym główny bohater grany przez Cezarego Pazury wpada w poślizg przed wejściem do dworca wymawiając słowa "Łódź K****!" Cytowało go już wielu moich znajomych spoza Łodzi kiedy mieli okazję zawitać do naszego miasta.
Budowę ukończono w 1994. Niestety nie całą. Zachodni wiadukt prowadzący do peronów 1,2 i 3 został ukończony. Niestety wschodni miał mnie szczęścia.
Podczas dalszego spaceru można zauważyć doprowadzone tory na których nie pojechał dotychczas żaden pociąg, zniszczone sygnalizatory i inne elementy infrastruktury. Klimat przygnębiający i typowo łódzki ponieważ jak sami wiecie u nas często zapał kończy się na planach.
W 2013 pojawiła się szansa. Marszałek województwa łódzkiego Witold Stępień ogłosił listę 13 priorytetowych inwestycji kolejowych dla regionu. Nieskończony wiadukt zajął szczytne 3 miejsce na pudle, wyceniono koszt na 30 mln zł, a planowany koniec inwestycji na 2014 rok. Niestety do dziś nic się tam nie dzieje. Tory zarastają, a dodatkowe wyjazdy z dworca w perspektywie rozbudowy infrastruktury w Łodzi i okolicach pewnie by się przydały. Już nie mówiąc o bezpośrednim przejściu z budynku dworca na dworzec PKS, które ułatwiło by komunikację pasażerom, a obecnie jest zastawione i służy jako płot do załatwiania potrzeb fizjologicznych.
Czy dla tego miejsca zaświeci jeszcze światło?
sobota, 23 listopada 2013
Secesyjne serce Imperium Scheiblera
Post o tym miejscu to była tylko kwestia czasu. Oczywistym jest, że musieliśmy tam wejść. Jeszcze bardziej oczywistym jest, że chcieliśmy się tym z Wami podzielić, mimo że temat był już poruszany na wielu łódzkich blogach i stronach.
Secesyjna elektrownia wchodząca w skład Imperium Scheiblera to prawdziwa perełka, która zasługuje na przypominanie o jej istnieniu przy każdej możliwej okazji.
Ale zacznijmy od początku.
Obiekt powstał w 1910 roku, a więc w czasach kiedy dyrektorem naczelnym oraz prezesem zarządu firmy był Karol Scheibler Junior (ur. 1862, zm. 1935), syn Karola Wilhelma. Były to trudne czasy dla łódzkiego przemysłu, gdyż 5 lat wcześniej miejsce miał wielki strajk robotników (na ulice wyszło około 100 tysięcy osób), który skutecznie unieruchomił część łódzkich fabryk. Inwestycja w tak potężną budowlę była dosyć śmiałym posunięciem.
Karol Scheibler Junior
Nowoczesną elektrownię zaprojektował łotewski inżynier budowlany - Alfred Frisch, zatrudniony od 1909 roku jako kierownik biura budowlanego Towarzystwa Akcyjnego Karola Scheiblera (zastępując Pawła Rubensahma, który był odpowiedzialny za projekt Nowej Tkalni powstałej przy skrzyżowaniu dzisiejszych ulic Kilińskiego i Tymienieckiego). Na budynek elektrowni składają się dwa budynki - maszynownia oraz kotłownia. Dzisiaj skupimy się na maszynowni.
Teren elektrowni widziany od strony południowo-wschodniej.
Elektrownia zbudowana w stylu secesyjnym wraz z elementami wczesnego modernizmu to prawdziwa rzadkość, jest to jedyny taki budynek w całej Polsce. O secesyjnym rodowodzie elektrowni świadczą m.in. wykrój potężnych okien, połączenie kontrastujących czerwonych klinkierowych cegieł z białym tynkiem.
Elektrownia wyposażona została w dwa turbogeneratory o mocy 4 tys. KM. W tamtych czasach była to naprawdę potężna machina. Dla przypomnienia, dodamy, że pierwsza łódzka maszyna parowa zakupiona przez firmę Ludwika Geyera w 1839 roku miała moc jedynie 60 KM. W ciągu 70 lat postęp technologiczny był niesamowity!
Elektrownia pracowała aż do lat 90tych XX wieku zasilając sieć ogólnomiejską.
Kilka lat temu we wnętrzach elektrowni funkcjonowała ścianka wspinaczkowa "Stratosfera". Klimat towarzyszący wspinaniu się w wielkiej hali maszynowni był genialny. 12 metrów nad podłogą można było poczuć potęgę tego miejsca, ogrom przestrzeni.
W tym momencie obiekt stoi opuszczony. Na okolicznym terenie powierzchnie wynajmowane są rozmaitym firmom, ale sama elektrownia nie doczekała się zagospodarowania. Sporadycznie kręcone są tam ujęcia do filmów czy innych tego typu przedsięwzięć.
Zajrzyjmy więc do środka.
A prowadzą tam piękne zabytkowe, drewniane drzwi.
Po wejściu do środka naszym oczom ukazuje się sławna już klatka schodowa zdobiona secesyjnymi kafelkami.
Uwagę przykuwa też ładna poręcz.
Wchodzimy schodami na górę, mijamy kolejne drzwi i...
Teraz trochę zdjęć sprzętu. Bez fachowego komentarza, ponieważ nie jesteśmy znawcami tematu :)
Oprócz małego hdru, czy coś rzuca Wam się w oczy?
Niestety, na potrzeby filmu kręconego m.in. w tej hali, maszyny zostały pokryte wapnem, przez co są ewidentnie bardziej białe niż normalnie. Jesteśmy tym faktem zażenowani. Niektóre z maszyn mają prawie 100 lat! Jak można tak traktować zabytki?
Maszyny wyprodukowała firma AEG.
Oprócz maszyn oko cieszą przepiękne, bogato zdobione schody.
Z których mamy pogląd na całą halę.
I te wielkie secesyjne okna :)
Warto zejść na dół, na mroczny poziom zero i zobaczyć pozostałości trzewi wielkich maszyn.
Na tym kończymy wizytę w przepięknej secesyjnej elektrowni zakładów Scheiblera. A może trafniejszą byłoby powiedzieć w secesyjnej Królowej Łodzi?
Mamy nadzieję, że znajdzie się osoba z odpowiednim kapitałem i pomysłem, której uda się uratować to miejsce, gdyż póki co jej przyszłość stoi pod wielkim znakiem zapytania. Jedno jest pewne - z każdym dniem elektrownia jest w coraz gorszym stanie.Tradycyjnie już, kończące post, zdjęcie grupowe.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























.jpg)






























